Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top Gear. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Top Gear. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 listopada 2012

Zagadka Dnia

Oto James May. James jest osobnikiem bardzo charakterystycznym. Dzisiejsza zagadka przyszła mi na myśl po ujrzeniu tego zdjęcia



A pytanie brzmi:

Do wyznawcy jakiej religii upodobnił się na tych zdjęciach James May, znany ze swojej zagmatwanej acz pięknej filozofii życia?

Za podpowiedź niech służy jego nakrycie głowy i to, że dla większej części ludzkości odpowiedź na powyższe pytanie wyda się kompletnie idiotyczna.

POWODZENIA!!!

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

I kto tu podgląda Top Gear?

Właśnie wyciekły zdjęcia Fiata 500 XL, który wygląda na to że będzie jeszcze brzydszy niż 500L. Ciekawe jest jednak to, że kilka lat temu podobną ewolucję Fiatowi Pandzie zafundował Jeremy Clarkson.
Takiej ewolucji Wóz Drzymały (poza Runnerem, który przyzna zapewne, że ekspres do kawy w 500L jest fascynujący) mówi stanowcze nie!

czwartek, 12 lipca 2012

The Stig- dokopie Blockowi?

Zrobiłem sobie sezon ogórkowy, a w zasadzie czereśniowy, ale spokojnie- teksty się tworzą. 
W zamian popisy samochodowe gwiazdy Top Gear, równie dobre jak te w wykonaniu Kena Blocka? 

niedziela, 3 czerwca 2012

A tak będę uczył mojego syna!


Ekstremalne gokarty


Do niedawna wydawało się, że tylko motocyklistom dane jest poczuć moc, wolność, szybkość, swobodę. Że już tylko motocykle pozostały by poczuć nieskrępowaną energię silnika, spaleniznę ogumienia, oraz powalające przyspieszenie (nie prędkość- a przyspieszenie). Jednak niektórzy fanatycy samochodów pozazdrościli motocyklistom tego i postanowili zbudować coś, co będzie przeznaczone nie tyle do przemieszczania się z punktu A do punktu B, a podobnie jak w przypadku motocykli, posłuży do jazdy. Jazdy dla przyjemności. Zdaję sobie sprawę z tego, że przy dzisiejszych cenach benzyny to dość trudne, jeździć tylko dla przyjemności, ale wyobraźmy to sobie.
Niestety współczesne samochody zaczynają nas otaczać wszystkim, co odbiera przyjemność z prowadzenia samochodu, a zaczyna nas ograniczać. Mamy coraz więcej pomocników, ABS, ESP, EBD itd. a wyobraźcie sobie, że mój wujek w UK w samochodzie ma zamontowanego przez ubezpieczalnie szpiega GPS i w związku z tym, dowiedział się, że za szybko wchodzi w zakręty. Paranoja. A Audi pracuje nad systemem zintegrowanym z GPS i z systemem świateł w mieście, który nie pozwoli Nam przyspieszać, jeśli na najbliższym skrzyżowaniu jest czerwone. Na szczęście są małe, często przypominające bardziej pracownie niż fabryki producenci, którzy idą w zupełnie przeciwnym kierunku, którzy rozumieją, że nie moc jest najważniejsza, a trakcja, lekkość, precyzja prowadzenia, hamowanie, dzięki nim mamy takie pojazdy jak Ariel Atom, którym chciałbym rozpocząć dzisiejszy wywód. Samochód warzący 500 kg, a przy tym wyposażony jest w silnik Hondy, który po małych przeróbkach osiąga moc 300 KM, co zaowocowało tym, że można nim rozpędzić się od 0-100 km/h w jedynie 2,7 s. Co stawia go w gronie jednych z najszybszych samochodów świata, pod względem przyspieszenia. Dla przykładu Ferrari Enzo rozpędzało się do setki w 2,4 a spójrzmy, jaka ,,wybitna” konstrukcja to była i jaki producent go firmował, jaki kapitał szedł w parze z tą zaawansowana technologią pozwalającą to osiągnąć. A tu mały gokart, wyglądający jak szkielet z rur, silnik umieszczony tuż za fotelami i żadnych asystentów, a osiąga takie przyspieszenie! Auto ma zawieszenia rodem z F1, za które odpowiada firma Lotus, która opracowała zawieszenia do takich samochodów jak Astona Martina Vanquish. A teraz taki mały smaczek. Jeśli komuś nie wystarcza te 300 KM to Ariel opracował też model z silnikiem V8, który osiąga moc o 200 KM większą niż podstawowa wersja! Szaleństwo! Żadnych poduszek, żadnych asystentów, koła na wierzchu wiatr we włosach i jazda gdzie oczy poniosą. Co więcej Ariel Atom na torze Top Gear kilkukrotnie udowadniał, że takie cacka jak Bugatti Veyron (najszybszy produkcyjny samochód świata) mogą mu stopy lizać i wykręcał najlepsze czasy.  
A to nie koniec!