Jako Mini maniak mam zaszczyt zakomunikować Państwu, że na
rynku właśnie debiutuje najlepiej jeżdżący dostawczak wszech czasów: Mini
Clubvan.
Na tym mój optymizm zakończymy w tej notce, a teraz
przejdziemy do chłodnej analizy: Rzekomo Clubman nie sprzedaje się w
dostatecznej i zadowalającej jego właściciela liczbie egzemplarzy, w związku z
tym zdecydowano się na ten, moim zdaniem dość desperacji krok i wymontowano z
niego tylne siedzenia a miejsce szyb zajęła blacha, dodatkowo zamontowano
wymowną kratę tuż za oparciem siedzenia kierowcy i pasażera i taaaaa daaaaa
dam- Clobvan.
Wielokrotnie pisałem, że klienci czasem są w stanie wybrać
coś droższego, nie koniecznie kierując się logiką, która nakazywałaby wybór
zawsze tańszego, tylko po to by obcować ze sztuką tworzenia samochodów, a nie z
kolejnym wytworem jałowego koncernu, który kładzie nacisk na sprzedaż. Ale czy
Clubvan poprawi sprzedaż Clubmana?

